expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 24 lutego 2017

Krystyna

Krystyna jest osobą zamkniętą w sobie, kulturalną i przedsiębiorczą. Wszyscy znają Krystynę. Wielu podziwia Krystynę. Niektórzy jej nie lubią. Krystyna jest bardzo zorganizowana. Zawsze elegancka. Pracuje w domu, taką ma sytuacje rodzinną, jednak niejednokrotnie słyszano ja rozmawiającą przez telefon w obcym języku. Figura. Jej dzień zaczyna się o szóstej rano. Szarzejący poranek wita Krystynę pod piekarnią. Chwilę później wstępuje do osiedlowego minimarketu po jogurty i jakiś świeży owoc, czasami kupuje też mleko. Chwilę później Krystyna otwiera zardzewiałe drzwi od klatki schodowej i maszeruje do swojego mieszkania na drugim piętrze. Nie używa windy, za wyjątkiem tych dni, gdy niesie większe zakupy. Z werwą pokonuje kondygnacje. W domu przygotowuje śniadanie. Mąż Krystyny bardzo lubi jogurty. Bardzo lubi też świeże pieczywo, dlatego Krystyna codziennie przynosi mu świeżo upieczone kajzerki z pobliskiej piekarni. Lubi też kakao. Sam nie może udać sie po zakupy, od lat porusza się po ich mieszkaniu na wózku. Choroba pozwoliła mu przeżyć, jednak zebrała swoje żniwo. Kilkadziesiąt sesji chemioterapii i liczne przerzuty spowodowały, że skończyły się marzenia o kontynuowaniu pracy jako instruktor narciarstwa. Mąż Pani Krystyny ma dość ograniczone możliwości, jeśli chodzi o jakiekolwiek zajęcia. Późniejszy udar spowodował znaczny niedowład w lewej części całego ciała i tym samym dopełnił dzieła zniszczenia. Panu Janowi opada kącik ust, nawet gdy się śmieje. Nie radzi sobie też z utrzymaniem dwóch sztućców. Może jednak operować bardzo sprawnie jedną ręką, więc odpowiednio przygotowany posiłek jest w stanie zjeść bez pomocy Pani Krystyny. Za to w jej towarzystwie. Jan lubi towarzystwo. Nie lubi jeść sam. Najtrudniejsze są wieczory. Zmęczony całodniową aktywnością organizm odmawia posłuszeństwa. Pan Jan stara się wypełniać swój dzień po brzegi. Dużo czyta, wykonuje ćwiczenia, ogląda telewizję. Najbardziej lubi skoki narciarskie, jednak generalnie wszystko co dają na eurosport mu się podoba. Pani Krystyna jest już przyzwyczajona. Opracowała dokładny plan kąpieli i system przebierania sie w piżamę. Pan Jan świetnie współpracuje, patrząc na nich zdawałoby się, że stanowią jeden doskonale działający mechanizm.

 

Pani Ala

 

Pani Krystyna nigdy się nie śmieje. Zawsze jednak jest uśmiechnięta. Nigdy nie zapomina o dzień dobry, proszę, czy dziękuję. Jest bardzo miła dla piekarza, a sprzedawczyni w warzywniaku bardzo ją lubi. Pani Krystyna nie ma zwyczaju narzekać. Brak jakiejkolwiek rzeczy z rutynowej listy zakupów przyjmuje do wiadomości bez zbędnych komentarzy. Szanuje Panią Krystynę, nie rozmawia z nią prawie nigdy. Pani Krystyna jest osobą dość niedostępną, jednak Pani Ala szanuje ją bardzo, znają się od wielu lat. Pani Krystyna wprowadziła się na osiedle z mężem ponad dwadzieścia lat temu. Z dwójką dzieci w wieku szkolnym. Pani Ala pamięta dzieci. Pamięta też ten okropny dzień, gdy starsza córka Pani Krystyny wybiegła na ulicę wprost pod koła pędzącego samochodu. Przed samą szkołą. Pani Krystyna stała po drugiej stronie ulicy. Nie zdążyła nawet krzyknąć. Później za to krzyczała. Długo i głośno. Jednak nie można było już nic zrobić. To był jedyny dzień, gdy Pani Ala widziała Panią Krystynę w takich emocjach. Później też zmieniło się wszystko. Już nie przychodziła na plac z młodszym synem. Przychodził Pan Jan. Niedługo jednak. Ledwie rok później zdiagnozowano u niego nowotwór. Pani Krystyna ponownie zaczęła pojawiać się na placu z synem. Schudła i zmarniała. Przez ten rok nikt jej nie widział. Podobno była w jakimś sanatorium lecząc się z depresji. Młody jednak coraz częściej przebywał w towarzystwie kolegów, nie potrzebował już stałej opieki rodziców. Dorastał. Po skończeniu podstawówki wybrał szkołę z internatem. Zawsze był dobry z języków. Później studia, wymiana studencka chyba w Stanach. Nigdy już nie wrócił na stałe do domu. Teraz czasami pojawia się przy okazji większych świąt. Przyjeżdża z tym drugim. Tego Pani Ala nigdy nie potrafiła zrozumieć. Taki ładny chłopak, a dziewczyny nie umie sobie znaleźć, normalnej rodziny założyć.
W tym czasie Pani Krystyna i Pan Jan borykali się z chorobą Pana Jana. Rak jest bezwzględny. Jednak jakims cudem Pan Jan przeżył. Około dziesięciu lat po zdiagnozowaniu nowotworu Pan Jan dostał udaru. Wtedy myśleliśmy, że to już naprawdę koniec.   Pani Krystyna kursowała między szpitalem a mieszkaniem przez wiele tygodni. Do domu wracała nakarmić ptaki. Pan Jan hoduje kanarki. W końcu któregoś dnia pod blokiem pojawiła się prywatna karetka. Wniesiono Pana Jana do mieszkania. Później codziennie Pani Ala widziała młodego mężczyznę w walizkami przyjeżdżającego do Pana Jana. Rehabilitant. Dzięki tej pomocy Pan Jan "stanął na nogi" niestety tylko w przenośni, ponieważ rozmiar uszkodzeń mózgu i wyniszczenie wieloletnim leczeniem nowotworowym nie pozwoliły mu na powrót do stuprocentowej sprawności. Jednak Pan Jan zaczął mówić. Potrafi też samodzielnie jeździć na wózku. Potrafi sam zrobić wiele rzeczy. Jego samozaparcie i wcześniejsza świetna kondycja fizyczna sprawiły, że dokonał wielkich postępów.
Pani Krystyna opiekuje się  nim wspaniale. Nie jest może bardzo sympatyczna, nie mówi nic poza tym co konieczne. Jednak biorąc pod uwagę okoliczności nie można się jej dziwić. Jest bardzo silną osobą. Pani Ala bardzo ją za to szanuje.

 

Michał

 

Nie lubi tej kobiety. Krystyna stara się być wszędzie, zawsze stoi z boku i przygląda się, jak wykonują ćwiczenia z Janem. Michał przyjeżdża codziennie. To dobra praca. Na dodatek Jan świetnie reaguje na rehabilitację. Jest złośliwy, ale to pewnie wina leków i całego tego nieszczęścia. Na dodatek ta jego żona. Zawsze na posterunku. Nie to, żeby była niemiła. Wręcz przeciwnie. Jest bardzo miła, zawsze ma przyklejony do twarzy ten sam uprzejmy uśmiech. Proponuje herbatę i domowe ciasto. Ale zawsze patrzy. Nie zostawia ich samych na dłużej niż pięć minut. Jakby bała się, że on zrobi krzywdę Janowi. Co za baba. Przecież on jest profesjonalistą. Co ona może wiedzieć, pewnie nic innego nie robi, tylko chodzi i nadzoruje. Dom jest zawsze sterylnie czysty. Pewnie przychodzi tu ktoś do sprzątania. 

 

Adam

 

Kiedy zginęła Majka mama odeszła. Przestała mówić tak po prostu. Tylko chodziła za nim i przytulała go cały czas. Przestała wychodzić z domu, przestała się z nim bawić na placu. Wyjścia z ojcem to był koszmar. Ten jego wojskowy ton i sposób bycia. Musiał zrezygnowac z prywatnych zleceń i pewnie nie był z tego zadowolony. Zawsze chciał, by Adam nauczył się porządnie jeździć na nartach. Ale Adama to nie interesowało. Nigdy nie interesowała go aktywność fizyczna w żadnym rozumieniu znaczenia tego słowa. Wolał czytać, pisać i słuchać. Najlepiej po angielsku. Mama świetnie mówiła po angielsku, jednak kiedy umarła Majka, przestała mówić. Więc skończyły się też tak lubiane przez Adama angielskie pogawędki. Swoją drogą szkoda, że odeszła z kancelarii. Przecież Majka i tak nie wróci, nie było sensu marnować sobie życia. Potem ta choroba ojca. Nie mógł znieść napięcia, jakie panowało w domu. Wybrał szkołę z internatem. W weekendy większośc czasu spędzał z kumplami. Na początku studiów poznał Arka. Mieszkali razem w akademiku. Wtedy też zrozumiał, dlaczego nigdy nie interesowały go dziewczyny. Nie to, żeby nie próbował. Co weekend z kumplami chodzili do jakiejś dyskoteki. Adam świetnie tańczył, dziewczyny to lubiły. Świetnie też mówił. Miał ten dar. Mogły go słuchać godzinami. On ich też. Uwielbiał słuchać babskich pogaduszek. Jednak poza tym aspektem nigdy go nie zainteresowały.
Majka kiedyś drocząc się z nim powiedziała, że zachowuje się jak ciota, bo podobały mu się jej kosmetyki. Mały był jeszcze i nie zrozumiał. Miała rację. Kiedy wyjechał na rok do Stanów na wymianę studencką, Arek został w Warszawie. To był dla nich sprawdzian. Jednak wrócił i wszystko było, jak wcześniej. Wtedy odważył się wtajemniczyć rodziców. Mama zaakceptowała. Od razu wiedział, że z nią nie będzie miał żadnych problemów. Zawsze trzymała jego stronę w rodzinnych awanturach, zawsze go wspierała. Ciężko przeżyła utratę Majki. Stała się nadopiekuńcza względem niego. Teraz. Pierwszy rok był bardzo dziwny. Mama pojechała do jakiegoś psychiatryka. Mówili mu, że jest w sanatorium, jednak on wiedział, że to nieprawda. Wróciła, gdy okazało się, że ojciec jest chory. Ojciec nie zaakceptował Arka. Nie zaakceptował odmienności Adama. Przestał się do niego odzywać. W sumie Adamowi było to na rękę, nie musiał już wysłuchiwać głupich uwag tego buca. Mama powinna była dawno go zostawić. Niech by sobie sam radził z tymi chorobami, zamiast  mamie życie niszczyć. Ale ona nie chciała. Zrezygnowała z kancelarii. Stała się pełnoetatową pielęgniarką. Zrobiła nawet kurs. Dorabiała sobie pisząc tłumaczenia. Czasami pisała całe noce. Nie mógł patrzeć, jak się marnowała. Ojciec tylko leżal i narzekał, rzucał złoślliwe uwagi i oglądał eurosport wiecznie komentując. Tak jakby były instruktor narciarstwa mógł mieć jakieś pojęcie o tenisie stołowym. Burak.

Krystyna

 

Wstać, iść po bułki. Kupić jogurt, koniecznie trustawkowy. Jest mleko? Jeśli nie ma, też trzeba kupić. Śniadanie. Ubieranie. Teraz wstawi pranie, odkurzy i powyciera kurze. Nastawi zupę i wyskoczy szybko do masarni. Później wstawi ziemniaki i zrobi kotlety. Może przygotuje jakiś gulasz na jutro albo zrazy. Jan bardzo lubi zrazy. Będzie zadowolony. Później trzeba posprzątać łazienkę. Jan pewnie znowu zachlapał wszystko pianką do golenia. Jeśli tego nie zrobi, będzie się złościł. Wyczyścić klatki ptaków. Wywiesić pranie. Sprawdzić maila. Dzwonili z biura, że wysyłają kolejne dokumenty do tłumaczenia. Oby nie za dużo. Nie pamięta już kiedy przespała całą noc. Żeby tak chociaż o północy móc się położyć. Już nie ma dwudziestu lat. Jeśli nie będzie padało po południu pójdzie na cmentarz. Trzeba posprzątać. Maja lubi tulipany. Powinna dostać w kwiaciarni. Maja znowu się śni. Może lepiej, że tyle tych tłumaczeń, jeśli kładzie się zbyt wcześnie Maja śni się długo. Jeśli nie jest dostatecznie zmęczona. Noce, gdy ślęczy nad tłumaczeniami do drugiej, trzeciej śpi spokojniej. Tylko o szóstej trzeba już być pod piekarnią. Żeby zdążyć z bułkami zanim Jan wstanie. Wstaje o 6:30. Codziennie. Jeśli go boli, wścieka się. Czasami też wścieka się, gdy pada, bo nie może posiedzieć na balkonie. Wtedy jest taki trudny. Lepiej się pospieszyć. Trzeba też zapłacić dzisiaj rachunki. Dobrze, że wysyłąją te tłumaczenia. Na początku nie było problemów z pieniędzmi. Jednak wszelkie oszczędności kiedyś się kończą. Renta Jana nie jest zbyt wysoka, a i tak w całości idzie na leki. Usiąść. Usiąść na ławce i pooddychać przez chwilę. Odpocząć. Jednak lepiej nie, ludzie zobaczą. Zaczną gadać. Tyle się nasłuchała. Na początku, że Maja zginęła z jej winy. Później, że niemal wpędziła męża do grobu tymi swoimi wymysłami, depresja jakaś. Co za bzdura. Teściowie nie mieli litości. Nie mieli też chęci jej pomagać, gdy okazało się, że jan jest chory. Później gdy dostał udaru w ogóle się odsunęli. Gdy to się stało była u nich teściowa. Zamiast dzwonić na pogotowie zaczęła krzyczeć, co Krystyna zrobiła jej synkowi. Diablica wcielona z chłopskiej rodziny. Nieważne, że skończyła studia z wyróżnieniem, drugie przerwała na prośbę Jana. Była już stedy w ciąży z Mają. Doktorat zrobiła już z drugim dzieckiem w drodze. Teściowie nie przyjechali na wesele. Tylko dwie siostry Jana. Szkoda, że mieszkają tak daleko. Całkiem przyzwoite kobiety, zwłaszcza starsza Jola, Krystyna świetnie się z nią dogadywała. Jednak nigdy tu nie bywają. One jako jedyne wyciągnęły pomocną dłoń do nich. Pomogły finansowo, kiedy zrobiło się naprawdę krucho. Później Krystyna dogadała się z kilkoma firmami i wróciła do pracy w trochę innym systemie, z domu nie była w stanie zarobić tyle samo, jednak dawała radę utrzymać rodzinę. Miała świetną opinię i wiedziała, że jest dobra w tym co robi. Jola znalazła świetnego terapeutę. Ten Michał to zuch chłopak. Nie mogła się napatrzyć, jak szybko Jan robi postępy. Nieba by dzieciakowi przychyliła. 
Usiąść, odpocząć. Może wieczorem znajdzie chwilę. Kupiła ostatnio książkę. Może dzisiaj uda się ją zacząć. Miała świetne recenzje. Adam mógłby zadzwonić. Tak rzadko dzwoni. Kochany chłopiec. Ma pewnie sporo pracy, jak zawsze. Duże miasto wymaga szybkiego życia. Pamięta je z czasów studiów. Nikt nie wierzył, że ona, z chłopskiego domu poradzi sobie na studiach w stolicy. Uwielbiała to miasto. Później tylko raz była u Adama w Warszawie. Dobry chłopak z tego Arka, trochę kolczasty, ale kochają się. Firma świetnie prosperuje. Kto by pomyślał, że można zarabiać na malowaniu. Grafika to nazywają. Krystyna niewiele rozumie, stara się byćna bieżąco z technologią, by kontynuować tłumaczenia, teraz wszystko idzie przez internet. Jednak tak daleko jej umiejętności nie sięgają. Tak bardzo chciałaby, żeby Adam był blisko. Jednak z Janem się nie da. Nie umie zaakceptować tego, że Adam jest inny. Inny od niego. Nie jest jego klonem. Maja była. Była taka sama, jak tata. Taka silna i stanowcza. Chciała być łyżwiarką. Miała do tego predyspozycje. Gdyby wtedy wyszła wcześniej. Gdyby Jan nie zwymyślał pani przychodzącej wówczas sprzątać mieszkanie, że łazienka nie jest uprzątnięta nie zachodziłaby do domu, by załagodzic sytuację. W szkole byłaby na czas, w końcu tego dnia nie było korków, dojechała nawet wcześniej z pracy. Maja nie przebiegłaby przez ulicę do niej. Wszystko byłoby inaczej. 
Usiąść i odpocząć. Coraz trudniej nadążyć za rytmem dnia. Gdyby tak miała kogoś, z kim porozmawiać. Kogoś, kto by nie oceniał. Kiedyś próbowała, jednak ludzie nie rozumieją. Wszyscy skupili się na Janie. Jaka to tragedia. Taka ciężka choroba, a potem jeszcze ten udar. Biedny Jan. Musi mu pomóc. Tyle jej mówiono. Pomagała więc. Jan z biegiem lat stawał się coraz bardziej wymagający. Teraz już nie krzyczał na nią. Teraz mroził po prostu samym spojrzeniem. 
Spojrzała na rękaw marynarki. Szef był naruszony. Trzeba to zeszyć, zanim puści. Jan by się wściekł, gdyby zobaczył, że z rozerwanym rękawem wyszła z domu. Co ludzie powiedzą.

 

Jan

 

Gdzie jest ta baba. Co za życie. Nie może znaleźć pilota. Pewnie znowu położyła go gdzieś indziej. Na pewno robi to złośliwie. Jeździ po mieszkaniu od kwadransa, ale nigdzie go nie ma. Nic ten babsztyl nie potrafi zrobić dobrze. Na podłodze znowu kurz. Naniosła z dworu, na pewno ona, przecież on nie wychodzi. A nie, to piórka. No tak, znowu nie posprzątała u kanarków. Biedne zwierzaki. A tak ładnie śpiewają. Już ona zobaczy, niech tylko wróci. Przecież on nie może, nie dosięgnie. Gdzież ona jest. Jest pilot, wpadł między siedzenie a oparcie wózka. Co za złośliwość losu. Jak wszystko zresztą.  Mógł połamać się na stoku i skończyć tak samo. Ale nie. Los miał dla niego inne plany. Połamane kości pewnie by się pozrastały i mógłby wrócić do normalnego życia. Gdyby tylko mógł się podnieść. Założyć narty i jechać przed siebie. Szusować po bielusieńkim czyściutkim śniegu cały dzień. Do ostatnich promieni słońca. Na wspomnienie dawnych lat twarde spojrzenie łagodieje. Maja pewnie znowu by mu towarzyszyła. Nie to co ten maminsynek Adam. Ciota. Zwyrodnialec jeden. Co za wstyd. Na samą myśl o synu Jan zaciska zdrową ręke na oparciu wózka. Maja była taka silna, taka piękna, tak wspaniale radziła sobie na stoku. Czasami zatrzymywał się w połowie zjazdu i po prostu patrzył na jej sylwetkę z gracją i lekkością pokonującą kolejne kilometry. Była idealna. I ta baba ją zabiła. Nigdy się nie rozumiały. Maja była perfekcyjna. Zadziorna i charakterna. Zdeterminowana i wytrwała. Umiała ciężko pracować. Rozumiała też jaka praca przystoi kobiecie na poziomie. Kiedy jeżdził z nią na lodowisko widział, z jakim zapałem wykonuje te wszystkie nieobliczalnie ciężkie figury. Przepełniała go duma. Wszyscy mówili, że ma najpiękniejszą córkę w mieście. Była piękna. Fizycznie była bardzo podobna do matki. To właśnie dlatego Krystyna wpadła mu w oko. Chociaż ojciec od początku nie był przychylny. Mimo, że nie powiedział mu, że Krystyna pochodzi z prostej rodziny. Szybko jednak to odkrył. Ojca ciężko było zadowolić, na dodatek nic nie dało się przed nim ukryć. Szanowany pan mecenas. Nigdy nie pogodził się z jego karierą sportowca, ani z późniejszą pracą. Krystyna nie była elementem łagodzącym. Pani tłumacz była chłopką dla ojca. Dla matki też. Trzeba było się ich słuchać. Gdyby to wówczas wiedział. Co za ironia. Gdzież ona jest? Już idzie. Teraz się jej oberwie za te piórka. Krzywy uśmiech zagościł na twarzy Jana. Jan lubi się uśmiechać. Lubi, jak ludzie się uśmiechają. To znaczy, że są szczęśliwi.

TY


Nie oceniaj. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Krystynie może przydałaby się pomocna dłoń. Rozmowa. Nie potrzebuje kolejnego sędziego, który orzeknie, jaką osobą jest Krystyna. Jeśli nie masz ochoty pomóc to przynajmniej nie dobijaj. Ty też kiedyś możesz być Krystyną.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz