expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

środa, 4 stycznia 2017

Robi się jaśniej

Po cudownym okresie świat i związanym z nim szałem zimowych dekoracji potrzebowałam czegoś lekkiego, prostego. Zmienia się kolorystyka. Okna zrobiły się przejrzyste i choć Migdałowiec wciąż straszy bezlistnymi gałęziami mi zrobiło się lekko i może jeszcze nie wiosennie, ale to dobry moment na wykorzystanie szarości, beżów i pasteli w dekoracji. Robi się jaśniej. Została mi do rozebrania choinka, ale musi poczekać do piątku 👀 Trzej Królowie muszą mieć przecież gdzie prezenty zostawić, widziałam jakąś tajemniczą torbę z tuosa ukrytą przez ślubnego lekko kiepsko, więc choinka zostaje, głupia nie jestem 😎

Na dzisiejszym spacerze z Młodym spotkała nas miła niespodzianka.
Bardzo lubię prostotę i uwielbiam wykorzystywać w domu znalezione na polnych drogach skarby. Kilka źdźbeł trawy i polne kwiaty świetnie się prezentują w jakiejkolwiek butelce, skrzynce, czy słoiku. Ja wsadziłam szklankę do starej skrzynki i mam taki oto bukiecik na stole. Jeśli owiniecie butelkę kawałkiem sznurka, washitape lub czymkolwiek podobnym możecie stworzyć niepowtarzalną dekorację, genialną w swej prostocie.

Wiem, wiem. Właśnie wróciły śnieżyce, co ja tu w ogóle z kwiatkami wyskakuję. No fakt, ja mam łatwiej. Mimo, że termometr w samochodzie dziś w południe wskazywał 5 stopni, kwiatki może nie w jakichś oszałamiających ilościach i różnorodności, jednak są.
Macie jednak na bank dużo ładniejsze w tych wszystkich lidlach i intermarszach. Wydatek niewielki, a wrażenie przy stole niesamowite. 

Znaleźliśmy lawendę, koperek i tymianek, które dodatkowo pięknie nam pachną. Poza tym kilka zabłąkanych dzikusów i szyszki poooszły... do kartona na rok :)  









   

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz