expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

wtorek, 10 stycznia 2017

Moje największe marzenie. To do list na 2017 rok.

Z całą pewnością lwia część was zaczęła rok z listą postanowień. Będziecie chodzili na siłownię, zumbę, zapiszecie się na basen, aerobik, czy jogę. Będziecie stosowali się do zaleceń lekarzy i dietetyków. Będziecie rzucali palenie. Zaczniecie biegać. Albo chodzić. Albo zamiast samochodem jeździć rowerem. Albo chodziaż autobusem.Będziecie jedli sałatki i chodzili do kina. Będziecie czytali książki i uporządkujecie milion zaległych spraw. Pójdziecie na zapomniane studia, zrobicie kursy. Będziecie się żenić i rozwodzić. Starać o dzieci i hipoteki.
Ja też mam swoje postanowienie.Tylko jedno.
Nie, nie myślę o ograniczeniu wydatków na wyprzedażach. Nie oszukujmy się. Wyprzedaże są fajne i nie będę sobie przyjemności odbierać.
Na rok 2017 zaplanowaliśmy wykończenie parteru, postawienie ściany płaczu, wymianę kuchni, odnowę nie wiem sama ilu gratów i stworzenie nie wiem ilu innych projektów. Zrobiłam listę rzeczy koniecznych do zrobienia w domu. Z podziałem na kolory i preferencje. Z podziałem na to, kto ma się czym zająć. Z podziałem na pomieszczenia. Każde z zadań jest rozłożone na mniejsze etapy, by "odhaczając" czuć się lepiej i mieć motywację do dalszego działania. Jednak nie. Ok, dobrze będzie jeśli uda się je wykonać, jednak nie mają znaczenia. Żadnego.
Moje postanowienie jest przyjemne.
Jest potrzebne.
Jest konieczne.
Moje postanowienie jest moim marzeniem. A marzenia trzeba spełniać.
A wszystko zaczęło się 24 grudnia 2016r.
Szliśmy już spać. Bardzo późno, nie sposób było Miniczłowieka zmusić do zostawienia nowych zabawek przyniesionych przez Mikołaja i Tio. W końcu jednak wymiękł. Mamy swoje tradycje. Tuż przed zaśnięciem zawsze chwilę sobie gadamy. W tej rozmowie dowiedziałam się, że skoro nie idę do pracy a Miniczłowiek ma ferie, to będę się z nim bawić. 
No i bawiłam się.
W sumie tylko jeden dzień spędziliśmy cały poza domem, na wycieczce w góry. Resztę tych dwóch tygodni nie ruszaliśmy się zbyt daleko. Malowaliśmy szyszki. Stworzyliśmy drewnianą choinkę, ozdobiliśmy ją i powiesiliśmy w kąciku Miniczłowieka. Spacerowaliśmy, gotowaliśmy drewniane marchewki i smażyliśmy gumowe jajka. Piliśmy wymyśloną kawę z plastikowymi ciastkami. Tworzyliśmy konstrukcje z klocków, lataliśmy samolotami. Zbieraliśmy kwiatki i inne zielska, bo mama chciała nieświąteczny bukiet na stół. Czesaliśmy rokiego, żeby mu się ładnie sierść błyszczała. Rysowaliśmy kredą po chodniku. Uczyliśmy sie angielskiego z miniskrabli. Jeździliśmy załatwiać sponsorów naszego szkolnego bingo. Trenowaliśmy wchodzenie na piętrowe łóżko po linach, do nowo powstałego kącika lektury. Wytarzaliśmy się w błocie, przypadkiem. Co zrobić, jak się ma matkę kalekę co się w lesie przewraca.  Rysowaliśmy traktory i samoloty. Gasiliśmy plastikowe pożary i składaliśmy puzzle. Malowaliśmy się w kota i mysz. Byliśmy smokami i dinozaurami. Biegaliśmy po lesie w poszukiwaniu patyków dla krów, bo jak twierdzi Miniczłowiek, krowy bardzo lubią patyki. Ale muszą byc proste. Szukaliśmy też szparagów. Byliśmy koalą, żabą i psem. Czytaliśmy bajki i oglądaliśmy filmy. Uciekaliśmy przed potworami i byliśmy duchami. Wytatuowaliśmy sobie całe przedramiona i uda w dinozaury, biedronki i ptaki. Tropiliśmy też Trzech Króli samochodem po okolicznych lasach. Wytarzaliśmy sie w błocie. Przypadkiem. Co zrobić, jak się ma matkę co się w lesie przewraca.Zawsze razem.
Wiem, mogliśmy w tym czasie gdzieś pojechać, coś zobaczyć. Jednak byliśmy w tylu wyimaginowanych podróżach, w tylu wspaniałych krainach, że nie trzeba było.
Tak właśnie powstało moje noworoczne postanowienie.


Jedno, jedyne.
Moja codzienność ostatnich dwóch lat, dwa etaty, walka o postępy w rehabilitacji ślubnego znajomego, ciągłe starania by nikomu nic nie brakowało zabrały mi wiele tych chwil. Zbyt wiele.



Nie obchodzi mnie, że prasowanie sie spiętrzy, choć ciężko będzie mi na to patrzeć. Zamknę drzwi i poprasuję, jak młody będzie w szkole.
Nie obchodzi mnie, że zamiast zaplanowanego remontu trzeci rok będę wchodziła do domu przez budowę. Trudno się mówi. Po południu będę spała, by mieć siłę na zabawę później, gdy Miniczłowiek wróci ze szkoły.
Mam kilka książek, które czekają na swoją kolej. Jednak to nie paragony z sumermarketu, druk na nich nie wyblaknie, jeśli jeszcze trochę poleżą.
Chcę się bawić.
Ja tego potrzebuję i Miniczłowiek też. 
Póki jeszcze jest Miniczłowiekiem i choć bardzo mnie kocha nie może mnie wziąć na opa, nad czym strasznie ubolewa. Niedługo, szybciej niż mi sie wydaje nie będzie już taki mini. Co wtedy, jeśli powie mi, że on już nie chce? Że woli do kolegów? Chcę łapać chwile.



Na szczęście to marzenie mogę spełnić. Jedno jedyne i największe.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz