expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

niedziela, 29 stycznia 2017

10 sposobów na usprawnienie życia codziennego


Żyjemy w czasach, gdy ułatwianie codziennych zajęć interesuje nas dość mocno. Zdaliśmy sobie sprawę, że czas jest w naszym życiu bardzo ważny. Ja też mimo, że panie na fotografii wyglądają pięknie i pranie w takich okolicznościach natury byłoby niewątpliwie niesamowitym przeżyciem, rzeki w ogrodzie nie posiadam, tylko zwykłą pral.
 

1. Pranie

Skoro już jesteśmy przy praniu. Matka na etacie brzmi dumnie, jednak niesie za soba pewne konsekwekcje. Ślubny znajomy o pralce wie tyle, że to zuoo co piszczy, zamiast napisów ma dziwne znaczki i pluje pianą, gdy próbuje się go użyć. Pranie więc wolę wziąć na siebie. Wieczorem zbieram odpowiedni wkład na dzień następny. Robię to, gdy już wszyscy są wykąpani by uwzględnić to co mają na sobie. Rano tuż przed wyjściem wrzucam całość do pralki, programuję tak, by było gotowe akurat, jak wrócę z pracy. Pewnie dla wielu z was nie jest to czynność niezbędna o 4:45 nad ranem, mi jednak usprawnia cały dzień. Możesz zaprogramować ją wieczorem, mi sie nie chce w piżamie do pralni zbiegać, bo zimno i bo mi sie nie chce po prostu. Jeśli nie masz możliwości zaprogramować rozpoczęcia cyklu prania na daną godzinę zostaw wszystko przygotowane i zadzwoń do kogoś z domowników, kto wraca wcześniej od ciebie, by wcisnął guzik start. To przecież nie jest takie trudne.
Możesz też pójść o krok dalej, ustawić pranie tak, by cykl skończył się zanim wrócisz i zadzwonić z prośbą o rozwieszenie go. W ten sposób oddelegujesz część pracy na innych domowników.
 

2. Śmieci

Jeden z obowiązków tak często oddelegowywany. Pan na włościach zajmuje się wynoszeniem resztek w wielu domach. Moje śmieci jednak mają ciekawszy żywot. Moje śmieci jeżdżą na wycieczki! Zabieram je ze sobą do pracy. Czysty przypadek, a jednak. Wyjeżdżając w wiochy przejeżdżam koło śmietników a dojeżdżając do pracy tak wypada, że parkuję koło śmietników. Wyrzucenie ich więc nie sprawia mi problemu. Wracam do domu wiedząc, że nie będzie "pachniał" resztkami obiadu z dnia poprzedniego, w razie gdyby pan na włościach o swoim codziennym obowiązku zapomniał.
 

3. Zielone zakupy

Ja nie jestem wege, choć zielone lubię. Ślubny za wystarczające wege w domu uznaje dwa kaktusy na parapecie, a Miniczłowiek wege musi, bo w końcu jest mini.  Teoretycznie, jakby zielonego w domu nie było to ja bym przeżyła, a oni byliby może nawet szczęśliwsi. Ale nie. Raz w tygodniu kupuję zielone na ryneczku, takie od chłopa wiecie. Wytrzymają dłużej świeże, są smaczniejsze od tych z marketu i często tańsze, a to niegłupi argument. Tym sposobem zawsze zielone w domu jest. Każdy z nas wie, co lubi, co schodzi a co nie. Takie zielone spokojnie można kupić na cały tydzień. 
Nawet sałatę można bez problemu przechować w lodówce przez kilka dni.
 

4. Plan posiłków

Tutaj ważna jest rutyna i konsekwencja. To już nie te czasy, gdy wracając z pracy wrzucało sie coś szybkiego na ruszt w pobliskiej knajpie, bądź umawiało z lubym na jakąś gastronomiczną eskapadę. Jest mini, trzeba żarcie w domu mieć. Mus to mus. Skutkiem czego metodą prób i błędów opracowałam system. Plan obiadów na cały tydzień. Bez sztywnej rozpiski, bo w końcu nie wiadomo, czy we wtorek najdzie nas na ryż, czy na ziemniaki, rybę czy mielone. Te które można zrobic na zaś robie na zaś przy okazji innych zajęć kuchennych i czekają sobie w lodówce, bądź zamrażarce. Oszczędzam czas i moje serce. Ataki paniki, że nie wiem co w domu jest i czy w ogóle coś jest, a mini właśnie drze ryje, że głodny odeszły już w zapomnienie.

5. Zaopatrzenie spiżarni

Ja wiem, że cudowne gospodynie domowe i supermatki umieją coś z niczego, albo zupę na gwoździu. Ja nie umiem. Także kolejny punkt rutynowych czynności to zaopatrzenie w produkty podstawowe (jajki i inne takie) i suche, bo antrykot dobry jest, jednak jakiś ziemniak przy nim jest bardzo wskazany.

6. Karta śniadaniowa

Podły wymysł niedobrej matki, za wszelką cenę chcącej pozbawić swoich chłopców porannej zabawy. Śniadania przygotowuje ślubny, jako że ja o piątej już hulam na mojej piekarniczej łopacie, a wcześniej przygotowanie ich to już byłoby przegięcie. Po przyłapaniu ich kilkakrotnie na tym, że śniadanie to kakao i ciastka piątek, świątek, czy niedziela, zrobiłam moim chłopcom paskudne świństwo. Zalaminowaną rozpiskę ze śniadaniami i powiesiłam bezczelnie na lodówce. Opcja wykorzystana jest zakreślana mazakiem, także zła matka ma kontrolę.

7. Lista produktów zużytych

Czyli ni mniej ni więcej tylko kartka papieru podwieszona na niewidocznej dla przypadkowych gości bocznej scianie lodówki. To tak, żeby  niekoniecznie wiedzieli, że kończy nam się srajtaśma, albo jemy te okropnie niezdrowe parówki. Trafiają na nią produkty zużyte w momencie, gdy się kończą. Koniec z robieniem list zakupów, na których wiecznie czegoś się zapominało.
 

8. Stoper

Nie, nie jestem fanatykiem żadnego sportu. Nie, nie gotuję też na czas. Za to nagminnie wstawiam coś na kuchnię, po czym zapominam i sobie gdzieś idę. Do porządku przywołuje mnie siwy dym. Dosłownie. Dlatego teraz mam stoper. Wstawiam zupę i ustawiam stoper na czas przypuszczalnie krótszy niż odparowanie wody i zrobienie węgla z reszty zawartości.

9. Prasowanie

To w domu maniaka cały proces. Nie codzienny, ale skomplikowany. Skoro jednak coś się robi, lepiej to dobrze zorganizować. Organizację prasowania i kilka trików znajdziesz tu

10. Inwestycje

Bardzo lubię swój czas.  Nie lubię wyrzucania pieniędzy, jako że zdobycie ich kosztuje sporo czasu. Z biegiem lat dojrzałam do tego, że inwestycje w gadżety AGD nie są wcale głupie. Odkurzacz bez kabla ratujący mnie przed spadaniem ze schodów, czy żelazko, które nie spali połowy mojej garderoby to fajne wynalazki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz