expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

czwartek, 6 października 2016



Zobaczyłam kilka dni temu na fejsbuku taki jakiś brzydki obrazek, będący tłem dla pewnej myśli. Brzmiała ona mniej więcej tak: Wszyscy mają problemy, nie wszyscy jednak wyrzygują się z nich na fb.

No i jak to ugryżć.

Jeśli piszemy co jedliśmy, wrzucamy zdjęcia talerzy mniej lub bardziej artystyczne, źle. 
Źle, bo w zdjęciach dopatrzą się małostkowości, nie chęci uchwycenia chwili, prób nauki fotografowania.
 Jeśli pies olał dywan, tudzież kot załatwił kapcie, broń bosze nie pisać na fejsie. Bo przecież to co najmniej obrzydliwe.
Są uchodźcy. Jacy uchodźcy? No co ty, kompletnie niepoprawne politycznie. Nie pisać.
Schabowy u mamy? Ale masz nudne życie, niedzielne obiadki. Buhaha.
Piątkowe ekscesy w dyskotece? Serio?! Nie mówili, że pod wpływem alkoholu nie dotyka się telefonu?


Kwiatki ci zakwitły w ogródku? Matko to już starość jest.
PO? Nie! PIS? Nie! Grozi trwałym uszczerbkiem na zdrowiu.
Problem masz? Ciiii bo jak się ludzie dowiedzą to będzie a) wstyd b)wyśmianie c)zbagatelizowanie d)...
W czasach tak szeroko pojętej wolności słowa na największej platformie, mającej mam wrażenie zbliżać nie dzielić, jesteśmy akceptowani jeśli a)...b)...c)... i tak do z) i z powrotem. Przenajmniej ze dwa razy.

Nie bardzo wiem, jak się do tego odnieść. 
Nie co tydzień szaleję po wystawach, kinach i teatrach. 
Praca jest znośna, ale szału nima.
Mąż to nie anioł.
Zapomina raz po raz o jakimśtamświęcie. 
Lubię poniedziałki. Serio. 
Ale, jak tu się przyznać? 
Strach trochę. Nie dogodzisz.

Mam wrażenie, że akceptacja zależy też od grupy wiekowej, społecznej, zawodowej. Czyli powinnam spędzić bukwieileczasu na stworzeniu grup znajomych i publikowaniu danych treści tylko określonej grupie, coby przypadkiem nikogo nie urazić, nie wydać się nudną bądź małostkową.
No i tu się kończy dla mnie swobodne korzystanie z tego całkiem fajnego wynalazku, jakim jest fejsbuk.

Wiem znowu narzekam, ale jakoś tak smutno mi sie po tym obrazku zrobiło.
Nie chodzi o tworzenie towarzystwa wzajemnej adoracji. Przecież każdy ma prawo do swojego zdania, może tak częściej powinniśmy postarać się zrozumieć punkt widzenia tej drugiej osoby, zanim ja skrytykujemy, bądź wręcz zmieszamy z błotem.


 Dobrze, że mam tą swoją wiochę i nawet całkiem fajny jesienny deszcz. 

Wiecie, jak fajnie tak sobie połazić po mokrych chaszczach? Zupełnie samemu, bez telefonu i celu? Na dodatek gumowce mam pierwsza klasa ;D



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz