expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

poniedziałek, 19 września 2016

wyprawka




Dziś, jako że grypa nas powaliła siedzę sobie z herbatką zmuszając dziedzica do zabaw w czterech ścianach (zadanie niełatwe, gdy za oknem słońce a ja nie mam siły biec za rowerem) i na wspominki mi się wzięło.
Coraz częściej natrafiam w sieci na artykuły o tematyce wyprawkowej.
Wiecie, że takie wyprawkowe prezenty zamiast przynosić mi radość stresują mnie okropnie od jakiegoś czasu? Serio, całe to protestowanie, narzekanie spowodowało, że gdzieś zagubiła się esencja całego zamieszania. Prezent dla nowego człowieczka.
Owszem są osoby, z którymi nie mam takiego problemu, ale stanowią rzadkie wyjątki.  
 Zazwyczaj, to że tandeta, że pewnie na ostatnią chwilę w szpitalnym sklepiku kupione, że to, że tamto, strach się bać.

Po raz kolejny odnoszę wrażenie, że nie jestem typową matką. 
Wiecie, milion misiów, kocyków, nie podbających się mamom ubranek. 
Też tak miałyście? Ja nie. 


Moje dziecko nie zostało poinformowane, które misie w jakiej kolejności przyjechały z nim z porodówki, ale wśród nich ma jednego takiego, który "bardzo kocha" i jak Młody ma jakąś taką ochotę na przytulanie misiowe, co nie za często sie co prawda zdarza, ale jednak, to właśnie bierze  tego, co kocha.

Pozostałe odegrały bardzo sympatyczną rolę we wczesnym dzieciństwie. Miałam to szczęście, że była i krowa i owca/mama i sowa i pies i mini owca, która pełniła rolę owcy dzidziusia. Nie były wcale takie złe.

W prezentach były body i koszulki, straszne upały były w lipcu. Mogłam rzadziej prać mając taką ilość ciuszków.

Nie zużyły się, oddałam nowe zadowolonym nowym mamom. 
Pampersy, wiecie za duże to musiały poleżeć, doleżały się swojego czasu. Inne niż te, których używałam pozwoliły na sprawdzenie nowej marki. Nie zmieniłam zdania w tym zakresie, ale przynajmniej wyrobiłam sobie opinię. 


Kwiaty. Kto nie lubi kwiatów? 
Kosmetyki bebowe, no przecież to sama słodycz. Za dużo? Dorosła skóra też przyjmuje i świetnie pachnie. Serio. Nawet mój ślubny polubił. Okazało się, że młody ma atopowe zapalennie skóry i my dorośli mieliśmy używkę z całą gamą bebowych pachnących balsamów, płynów do kąpieli itp.

Że co, że odebrano mi radość latania po sklepach w celu skompletowania garderoby nowo przybyłego? Hmm no nie wiem, średnio ja miałam czas i chęci na bieganie przymusowe, a takie na spokojnie było dużo przyjemniejsze. 
Przy tych wszystkich prezentach oszczędzono mój czas i nerwy.
Nie wspominam już o aspekcie ekonomicznym.
Naprawdę tak uciążliwe są?  
Czy to już jest takie narzekanie na zasadzie "Bo tak". Nie jestem specjalnie ugodową, ani mdłą postacią. Gdy coś i nie pasuje mówię, czasami wręcz zbyt dosadnie. 
Z tymi prezentami nie miałam do czego się przyczepić.
No dobra rozumiem skrajne przypadki, gdy na porodówkę ładuje się pięciu kolesi męża z dwumetrowym miśkiem grającym jakąś durną melodyjkę. Ale to są naprawdę skrajne sytuacje.

Jestem dziwadłem, czy internet kłamie?

Zdjęcia oczywiście takie piękne, że wiadomo - nie moje. Pochodzą z banku Rudej http://www.jestrudo.pl/

 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz