expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Zaślepieni

Ten moment, kiedy zaciskasz palce, starając się nie wypuścić z dłoni tych okruchów. 
Wiesz, że to już nie jest Twoje, że to już tylko piasek, proszek który został po tym, jak wszystko sie rozpieprzyło w drobny mak. 
Ty jednak kochasz tak strasznie, że nie umiesz tych dłoni rozluźnić, pozwolić, by ten pył poleciał z wiatrem. Siedzisz tak łykając własne łzy, kolejny dzień z rzędu. Starając się zrozumieć, jak to możliwe. Jak doszło do tego, że zabrnęliście w ten ślepy zaułek. Jak to się mogło stać? Zośka z Jurkiem ok, Aśka z Krzyśkiem ok, ale wy? Nie ogarniasz. Kochasz, że aż boli. Kochasz wspomnienie tego, jak było, ile wspólnych chwil, ile wspomnień. Właściwie pół życia razem. Jak to teraz wszystko będzie. Kochasz tak strasznie.
Mijają kolejne dni, spoglądając przez okno przypadkowo zawieszasz wzrok na smutnie pustym miejscu  na parkingu. Któregoś dnia widzisz stający tam inny samochód. Kolejny powód do smutku. Sąsiedzi już przyzwyczaili się, że go nie ma. Ty nie. Stoisz, kochasz i łykasz łzy.
Kolejne tygodnie. Zaczynasz zdawać sobie sprawę, że z tym kochaniem to trochę Ci się w głowie poprzestawiało. Na spokojnie, na chłodno zaczynasz widzieć ten czas, te wszystkie lata między pierwszymi trzema miesiącami poprzedzającymi szaloną wprowadzkę i wariackie zarwane nocki, a ostatnim trzaśnięciem drzwiami. 
Kochasz? Nie no pewnie, ale już tak chętnie o tym nie mówisz. Wpadasz w fazę obwiniania. W końcu jak on mógł. Paskudnie Cię traktował. Te wszystkie małe kłamstewka, te obrzydliwe skarpety pod łóżkiem, nigdy nie pamiętał o waszych rocznicach, śmieci to prosić trzeba było, żeby wyniósł. Powoli zaczynasz się cieszyć jego nieobecnością i odzyskaną wolnością. Zaczynasz rzucać zgryźliwe uwagi pod adresem delikwenta popijając drinka z przyjaciółką, po raz kolejny oglądając "Seks w wielkim mieście" Śmiejesz się w głos wspominając z wierną słuchaczką jego wady, prześcigacie się wymyślając co rusz to nowe, niekoniecznie zgodne z rzeczywistością. To co kiedyś było słodką niedoskonałością z prędkością światła staje się niewybaczalną wadą. Norma.
Tu sprawa sie komplikuje. Z normalnego gościa, który na Twoją prośbę przemyślał co między Wami nie gra i stwierdził, że faktycznie, masz rację coś trzeba zmienić, staje się potworem o siedemnastu głowach i zielonych skrzydłach. Odszedł zostawiając mieszkanie, bo przecież on i tak wyjedzie, taki miał przynajmniej plan. Wszelkie formalności uregulowane i całkowitym porządku. Żadnych niestosownych słów. Ba w waszym związku to raczej Ty czasami rzucałaś jakąś zabłąkaną kurwą w chwilach frustracji. Jednak mało. W końcu drań, cham i prostak. Kanalia. Na dodatek widziałaś go z jakąś blondyną w kawiarni. Jak on może. Żyć? A kto mu dał prawo i pozwoleństwo.
No i sprawa komplikuje sie jeszcze bardziej. Wraz z pojawieniem sie blondyny wpadasz w furię. Stop. 
W drzwiach staje Junior Młodszy. Junior starszy już w wieku gimnazjalnym jakoś radzi sobie z sytuacją. Albo nie zwróciłaś uwagi, wystarcza Ci, że o nniej nie mówi. Mamo, tata naprawdę nas nie kocha? Wiesz, ostatnio w niedzielę jak nas odwoził był jakiś taki inny. Nie kocha mnie? 
Opamiętaj się kobieto! Nie masz prawa! Tata Cię nie kocha, nie masz prawa rujnować życia tego mini gościa tylko dlatego, że tata z blondyną piją kawę, nawet gdybyś miała milion innych zatargów z tatą, tata miałby siedem takich blondyn na każdy dzień tygodnia inną. Alimenty nie na czas i problemy z wizytami w dni, w które Tobie jest wygodnie? Twoje dzieci naprawdę potrzebują tych szczegółów?
Zastanów się przez chwilę. Co myślisz, co chcesz przekazać, co mówisz i jak to zostaje odebrane przez kilkuletniego miniczłowieka, który trochę inaczej na to wszystko patrzy. Trochę inaczej rozumie nieobecność taty i trochę inaczej tęskni. Dla niego ten pył to nie okruchy Twojego byłego zwiążku. Dla tego miniczłowieka to jego ojciec, pół jego świata. Nie pozwól, by Twojemu dziecku rozsypało się pół świata. Serio wydaje Ci się, że masz do tego prawo? No świetnie, tylko zastanów się chwilę, czy naprawdę chcesz zrobić krzywdę swojemu dziecku tylko dlatego, by ulżyć swym bolączkom i mieć kolejnego sprzymierzeńca w walce z siedemnastogłowym smokiem.
Nie, nie mówię o trudnych rozwodach, skrajnych sytuacjach, patologii. Mówię do tych wszystkich normalnych rodzin, które w takich sytuacjach tak często z wykształconych fajnych ludzi stają się czymś, czym chyba nie chcieli by byc, gdyby zdawali sobie sprawę z tego, jak są odbierani. I wszystko to kosztem tylko jednego. Swoich dzieci. Wiem tekst jest subiektywny. Napisany w emocjach i odnoszący sie do pewnej konkretnej sytuacji, która bardzo mnie zabolała, choć byłam przyjaciółką słuchaczką. 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz