expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

czwartek, 25 sierpnia 2016

Sezon na leszcza Odc.2

Nie byłabym sobą, gdyby gdzieś w tym wakacyjnym urlopowym zamieszaniu nie powstał jakiś bliżej nie określony projekt DIY. Norma, po co odpocząć, jak można się zmęczyć.
W początkowych zamierzeniach miał powstać kącik marynarski. W końcowym efekcie powstał kącik praktyczny. W sporej części marynarski, jednak nie do końca.
Część winy ponosi oczywiście sezon na leszcza o którym pisałam tutaj i moje do tego sezonu upodobanie, a może to Zara Home jest winna.
Tym sposobem przedstawiam Wam Sezon Na Leszcza odc.2 kreatywny.
Ze starej szuflady zrobiłam półkę, ze skrzynki po winie (która z pewnością wielu z was podobała się w wersji oryginalnej, jednak mi tutaj bardziej pasowała stuningowana) zrobiłam półkę/skrzynkę dekoracyjną, stary kosz pomalowany na biało pełni funkcję kosza na buty i przybory do ich czyszczenia "na szybko", serduszkowa tacka ze sklepiku "Wszystko za 1 euro" to miejsce na klucze i drobniaki z kieszeni, podobnie, jak ptasie lusterko zakupione podczas kręcenia pierwszego odcinka Sezonu Na Leszcza. 
Podczas kręcenia tego odcinka zakupiłam dwa lustra. Każde za 9,99. No, jak miałam nie kupić. Sami powiedzcie. Kupiłam stateczek, za piątkę chyba. Kupiłam wieszaki, każdy za dwa, trzy euro. 
Kapelusze nie są elementem dekoracji, moje chłopaki nie ruszają się bez nich z domu. Podobnie, jak okulary.
Moje, jak niertudno się domyślić są torby. Może trochę jarmarcznie, ale znam siebie. Komoda w swoich czeluściach miała mieścić właśnie torby i mieści. Te, których nie używam. Te noszone na codzień lądowały na niej, bądź na schodach, więc zrobiłam im wieszaczki, przynajmniej się nie walają.
Lampa naftowa wygrzebana z czeluści domostwa podobnie, jak zardzewiały świecznik.
Wazonik na kwiaty z pomalowanego słoiczka po jogurcie i kawałka sznurka.
Jedno z luster dostało kawał sznura ze sklepu z akcesoriami brico, jako zawieszkę i trochę lepiej wpasowuje się dzięki temu w klimat.
Półka oddzielająca schody została swego czasu zrobiona przez ślubnego. Potraktowałam ją farbą do chalkpaint i papierem ściernym, ponieważ w ciemnym brązie nijak mi nie leżała. Takich też farb użyłam do szuflady, tacki z serduszkami i skrzynki po winie.
Domki zrobiłam z kawałków desek.
Muszle przytargałam z dziedzicem z plaży.
Dla dociekliwych, tak. Parkiet kuleje, brakuje mu listew i wcale nie mam zamiaru mu ich dokupić. Dlatego, że parkiet też mi nijak nie leży i po prostu chcemy go zmienić. Póki co leży sobie bez listew i wcale się nie skarży.
Schody również kuleją. Nie są skończone. W moich marzeniach zostaną skończone już zaraz. W rzeczywistości to nie wiem. Na tą chwilę są, jakie są i jakos musimy je zaakceptować. Zanim posypią się gromy, przypomnę Wam, że w naszym domu wszystko robimy sami, więc i schody zrobimy. Już niedługo. Serio.









Sznur z marketu budowlanego świetnie się nadał.

Takie piękne wieszaki w zarze mieli:



Moje cudne schody, które u wszystkich odwiedzających wywołują dreszczyk emocji
(jak tu się na nich nie zabić)


Gdyby kapelusze były dekoracyjne byłyby takie chic i w ogóle, ale to nasze nakrycia głowy, więc jest jak jest.





A na koniec pytanie za 100 punktów. Co robi Polak na urlopie? No remont robi, a co innego! Może tym sposobem przestane narzekać, że mam problem z urlopem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz