expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

środa, 24 lutego 2016

Bunt dwulatka




Czy pisanie o buncie dwulatka posiadając w domu miniczłowieka w wieku lat dwóch i pół to za wcześnie? Czy jeszcze mi pokaże i da do wiwatu? Nie wiem.
Zastanawiam się tylko co takiego przeoczyłam. 
Co się stało z moim dzieckiem, tudzież moją formą postrzegania świata i macierzyństwa, że bunt dwulatka póki co to bułka z masłem. Serio.
Moje dziecko jest aktywne. Hiperaktywne nawet powiedziałabym. Biega, skacze, wspina się i przewraca. Turla się i czołga. Krzyczy, wyje i piszczy. Bawi się, tak to rozumiem. Czyli ciężkoo pracje na swoją przyszłość.
Jeśli coś zostaje pozostawione w innym miejscu, niż zazwyczaj, nawet jeśli ten przedmiot zna i normalnie nie wzbudza w nim żadnego zainteresowania wystarczy położenie go w innym miejscu i normalka, że weźmie. Moje okulary na przykład.
Jeśli pięćdziesięcioletnia książka z pierwszej  klasy podstawówki mojego taty, którą Młody uwielbia, znajdzie się w zasięgu jego dłoni. Oczywiście, że weźmie.
Jeśli postawię  kawę koło komputera, wyleje, wiadomo.
Jeśli lepi z plasteliny ulepi wszystko wokoło, z podeszwami własnych butów włącznie.
Jeśli nagle chcę, żeby przerwał zabawę i na przykład poszedł ze mną na górę i tam kontynuował wyścig traktorów, bo akurat muszę poskładać pranie to oczywiście, że spotkam się z głośno wyrażanym sprzeciwem.
Jeśli obudzi się w złym humorze, zazwyczaj spowodowanym moją nieobecnością w momencie otwarcia szanownych książęcych oczu, oczywiście oberwie mi się za to. Choć już coraz mniej. Wcześniej gniew manifestował płaczem, teraz skarży się po prostu, że się obudził, a mamy nie było. Jeżeli mam jakieś sensowne wytłumaczenie na zaistniałą sytuację, nie ma problemu. Sensowne to znaczy np. że poszłam przygotować mu kakao, albo że roki musiał wyjść na  dwór bo bardzo płakał. Zazwyczaj akceptuje. Absolutnie nie zgadza się na argumenty w stylu, że musiałam iść wstawić pranie. Pralka nie ma takich mocy, jak konieczność przygotowania kakao, lub wyprowadzenia psa.
Moje dziecię dyskutuje ze mną na wiele tematów. Spiera się o jedzenie, spanie, nawet o załatwianie potrzeb fizjologicznych, czy mycie zębów. Oczywiście.
Jeśli nie ma humoru to spacer bez roweru czu motorka jest nudny i nie poprawia mu wcale samopoczucia.

Czy jednak jest to bunt dwulatka? Czy po prostu moje dziecko po prostu jest normalne, wie czego chce i jasno komunikuje, że zabawa jest fajniejsza od mycia zębów itp. Ja nie wiem, ale jakoś póki co ja tego buntu dwulatka nie widzę. Widzę oczywiście zmiany, postępy w nauce, widzę że się rozwija. Nie widzę jednak żadnego horroru. No oczwiście zdarzają się takie dni, kiedy nic nie jest dobre, kiedy nic nie działa. Ale ja mam lat 35 i też taki dni miewam. Czy to bunt trzydziestopięciolatki? Biorę pod uwagę, że Młody jest w specyficznej sytuacji, kiedy tata co jakiś czas niespodziewanie znika z domu i odwiedzamy go w szpitalu, że mama po dwóch latach bezustannej opieki nad księciuniem niespodziewanie zniknęła podjąwszy pracę i to nie jedną, a dwie z nienormowaym czasem pracy i pokręconym grafikiem. Dzieci lubią rutynę. Wywołuje u nich swego rozaju poczucie bezpieczeństwa. Może to tak trochę po chłopsku napisane, ale tak jest. Wszystkie te okoliczności powinny spowodować ogólny bajzel i bunt dwulatka w takim wymiarze, że zwariowałabym ja i wszyscy w wiosce. A tu cisza. A bunt trzylatka za płotem. Co robić?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz