expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

poniedziałek, 30 listopada 2015

Odnowa szafki nocnej


Z serii potrzeba matką wynalazku taki oto wynalazek.
Na dwóch etatach straciłam kompletnie możliwość napisania czegoś z sensem, poświęcenia czasu swojemu hobby. Jednak dziś jest mój ostatni dzień wolny w grudniu, więc uraczę Was takim oto cudeńkiem wytarganym z czeluści piwnic mojej superstodoły.
Tak oto wyglądała delikwentka nim położyłam na niej rękę.
Nie powiem, żeby zadanie usunięcia brudu i złogów starej farby było lekkie, łatwe i przyjemne, ale jakoś się udało.
Kolejnym krokiem było załatanie wszelkich dziurek po kornikach, których mój skarb miał chyba z milion.
Później już poszło łatwo. Flanelową szmatką wcierałam farbę do drewna aż do osiągnięcia efektu końcowego.
Praca zajęła mi kilka dni, ponieważ warstw farby jest kilka, a każdą z nich zostawiałam do wyschnięcia i delikatnie matowiłam papierem ściernym przed nałożeniem kolejnej.
Po wyschnięciu ostatniej warstwy całość potraktowałam jeszcze raz papierem ściernym.
Mojej szafce brakowało połowy uchwytu w drzwiczkach, zdecydowałam nie odrywać metalowej pozostałości po nim, tylko w miejsce brakującej części wkręciłam ceramiczną gałkę. 
Przy malowaniu trochę ucierpiały metalowe części, jednak stwierdziłam, że podoba mi się taki efekt i nie czyściłam ich do wysokiego połysku, którego osiągnięcie mogłoby zająć mi kolejny tydzień.





 Nikt nie powiedział, że taka szafka nocna musi być szafką nocną. U mnie nie jest. Stoi sobie w salonie i całkiem jej tam dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz