expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

sobota, 10 października 2015

Niezawodny sposób na histerię dwulatka

Są takie dni, kiedy Młody wracając z przedszkola już wsiadając do samochodu wpada w histerię z niewiadomych przyczyn. Najlepszym lekarstwem na takie przypadki (poza czekoladą rzecz jasna, ale w tym specjalizuje się babcia i nie mam zamiaru jej wspierać w tych niecnych działaniach) jest wycieczka po najlepsze na świecie zabawki.  
Bo zabawki generalnie są do kitu w porównaniu z  szyszką, albo zdobycznym kijem. No a ślimak to dopiero jest kumpel pierwsza klasa, nie jakieś tam samochody, garaże, klocki, malowanki i inne badziewie. Są dni, kiedy nawet te ulubione nie mają polotu przy tym:



Naturalnie każda zdrowa przekąska w takiej scenerii zostaje pochłonięta w błyskawicznym tempie, podczas gdy w domu w "tych" dniach byłaby walka, która prawdopodobnie zakończyłaby się moją porażką i absolutnym wychowawczym fiaskiem zakrapianym obustronnymi łzami.



Tropienie chrząszcza jest bardzo odważnym, tudzież poważnym zadaniem. Matka musi trzymać się w stosownej odległości. Chrząszcza ująć mi się nie udało :(




Młody po zgubieniu tropu również przez chwilę popadł w melancholię. Szybko jednak się otrząsnął.



Pocieszenie znajdziemy w resztkach przekąski.



Po drzewie chodzą mrówki. Trzeba koniecznie sprawdzić, czy są miękkie. Trochę są.



Trochę się do palców kleją też.




Oczywiście należy dokładnie przeszukać runo leśne w poszukiwaniu różnych bezcennych skarbów.



Na drodze także zawsze można coś fajnego z asfaltu wyskubać. Wiadomo.


Wypada też sprawdzić, czy echo dzisiaj jest na miejscu.



Echo jest. Tam. Tam. (Połączenie hieny z lisem też się załapało na sesję)


 Jeszcze szybka wizyta u kaktusa i z zupełnie odmienionym dzieckiem można wracać do domu.



Trzeba przyznać, że po takiej leśnej eskapadzie ja też jestem dużo spokojniejsza.
Jakieś inne szybkie i niezawodne sposoby na histerie dwulatka?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz