expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 23 października 2015

hiszpańczyk




- Un cotxe vermell mama!
- Czerwony? Super! Ale szybko pojechał, co? - odpowiadam Młodemu
- Jak to, to on po polsku nie umie?
- Oczywiście, że umie. Nie wymagaj od dwulatka, że w 10 minut po odebraniu z przedszkola, gdzie od dziesiątej do szesnastej nawija po ichnemu będzie tu Mickiewicza recytował.
- Nie no, ja bym tak nie mogła
- Dlatego też Twoje dziecko świetnie sepleni po polsku, a moje w trzech językach. Taka różnica. Dlaczego mam mu odbierać coś, co uważam za dobre? Bo ja nie mogę? Serio?
No i się obraziła. Przyjechała z Młodym na wakacje. Młody Kaśki jest pół roku starszy od mojego Młodego. Mialo być wesoło, tyle lat sie nie widziałyśmy. Dwie wariatki,  a teraz męże, dzieci i mieszkanie na wiosce. No i już pierwszego dnia zrobiło sę średnio wesoło.

Dzień drugi.
Śpiewamy sobie w samochodzie o mlecznej krowie. Niestety po hiszpańsku. Kolejne lodowe sztylety z oczu Kasi lecą w moją stronę.
- No a polskich nie znacie?
- Kurde, przecież przed chwilą śpiewaliśmy po polsku, nie bądź taka. Wierz mi, krzywdy mu nie robię.
- No ale skoro już nawet ty do niego po hiszpańsku mówisz, to od kogo on ma się polskiego nauczyć?
- Żartujesz nie?
- Nie no, poważnie, przecież tylko ty tutaj możesz go nauczyć. - z naciskiem na "tutaj" jakby było to dla mojego dziecka jakieś przymusowe zesłanie, łagry czy coś.
-  Naprawdę tak uważasz? Czy po prostu masz uczulenie na fakt, że dziecko mówi coś, czego  nie rozumiesz? Wiesz, że wieczorami czasami opowiadam mu rosyjskie wierszyki? Wyobrażasz to sobie? Ruskie! masakra co?
- Nie no, co ty! Niech on sobie mówi, ja go  rozumieć nie muszę! - Nastąpił foch z przytupem.
Zamknęłam się i wróciłam do mlecznej krowy olewając dalszą konwersację, jako bezcelową, bądź mogącą skutkować nie jakimś tak lekkim jadzikiem i płytką krytyką, co wielką awanturą. W końcu lata przyjaźni i hektolitry spożytych wspólnie płynów wyskokowych zobowiązują. Krowa jest wesoła, wpada w ucho i Młody ją uwielbia, a ja uwielbiam jego minę kiedy pęka z dumy bo udało mu się zaśpiewać pięć wersów bez żadnej pomyłki. Niechby i po chińsku była, śpiewałabym z nim i tyle.
Dzień drugi, scena druga.
- Ooo!!! Polskie bajki!
- Wiesz mam ich całą półkę, wszystkie klasyki naszego dzieciństwa. Codziennie czytamy przed snem.
-Aaa...
Bardzo elokwentne "Aaa". Niech mnie normalnie. Mamy naprawdę spore zaufanie i niejednokrotnie krytykowałyśmy wzajemnie różne mniej lub bardziej poważne decyzje. Ale tu jakoś mój ptasi może móżdżek nie sięga. Nie czaję co w nią wstąpiło.
Czyli już nie mam szans na bycie dobrą matką. Została mi przylepiona plakietka na czole i nic nie jest w stanie tego zmienić.
Teraz na poważnie. Pomyślcie sobie, że w latach wczesnej młodości mielibyście szansę rozmawiać w ciągu dnia  w trzech, może w czterech językach. Bez żadnego przymusu, przypadkowo, na ulicy, w domu, w przedszkolu. Równocześnie i zupełnie nieświadomie uczyć się naturalnego porozumiewania w języku innym niż wasz własny ojczysty. Ile gorzich łez wylanych nad oblanymi egzaminami by się zaoszczędziło. Ile kasy zostałoby na inne przyjemności zamiast dodatkowe lekcje, czy prywatne kursy języka, które tak naprawdę niewiele nas nauczyły. Ile spokoju wyjeżdżając na jakąkolwiek zagraniczną wycieczkę, wymianę studencką, do pracy za granicę. Ile więcej pewności siebie, lepszej samooceny. 
Uważam, że skoro już moje dziecko ma taką możliwośc, to nie mam prawa mu jej odbierać. 
Bo niby  co, bo ja to nie zniosłabym, żeby mi moje dziecko po ichnemu coś mówiło? No moje mówi. Często zamiast "tak" odpowiada "si". Czasami przebudziwszy się w  środku nocy coś tam mamrocze po katalońsku. Czasami nawet powie mi po ichnemu, że mnie kocha. No i super. 
Pomijam już fakt, że urodził się tutaj. Przy pierwszym pobycie w kraju załatwiłam papierkową robotę, by mógł mieć podwójne obywatelstwo, oczywiście. Dla mnie jest  Polakiem. Ale dla swojego ojca jest Katalończykiem. A dla rządu kraju w krótym żyjemy jest Hiszpanem. No to jak ma do cholery nie mówić w języku, który oficjalnie jest jego ojczystym? 
Jak mówi po katalońsku to ja się cieszę, że mówi w języku swojego ojca. A jak mówi po polsku, to J. się cieszy i stara się za nim powtarzać "Ślimak, ślimak wystaw rogi" No kurde, to jest piękne. Uważam, że moje dziecko wygrało los na loterii, bo ma okazję bez wysiłku zrobić coś, co wielu z nas kosztuje lata nauki i wiele wyrzeczeń i niepowodzeń. 
Mówię do niego tylko po polsku. Na jego paplanie po katalońsu odpowiadam po polsku. No chyba, że ostentacyjnie chwali mi się nowo poznanym słowem. Wówczas idę za jego rytmem.
Nie, nie wyobrażam sobie, żeby moje dziecko nie umiało polskiego, żeby nie rozumiało co do niego mówią na przykład dziadkowie. Nie wyobrażam sobie jednak też sytuacji wymuszania na nim mówienia jakimś języku. To nie zabór, tu może mówić jak mu się poodoba, a im więcej języków pozna na etapie wczesnego dzieciństwa, bez szkolnych przymusów, tym lepiej. 


Na szczęście, jak już wspomniałam z Kaśką konie się kradło i wódkę z jednej szklanki piło. Moja szafa była jej szafą, a jej kosmetyczka moją itd. Jak sie skończyła jakaś wielka miłość to smarkałyśmy sobie wzajemnie w rękawy. Jak tańczyłyśmy to do ostatniej piosenki w dyskotece. Stąd też reszta tygodnia upłynęła w fajnej atmosferze. Powiedziałyśmy sobie kilka ostrzejszych słów, jak dzieciaki poszły spać i tyle. Ustaliłyśmy, że do końca pobytu o wychowaniu dzieci się nie rozmawia złośliwie i szanuje się wzajemnie pewne zasady. Stwierdziłam, że mam ochotę o tym napisać i napisałam. Ona przeczytała i stwierdziła "Wiesz, jak tak czytam, to faktycznie ma jakiś sens. Może po prostu ta inność powoduje moje reakcje." Zezwoliła na publikację w formie prawdziwej, bez poprawiania dialogów, żeby lepiej wypaść. Kaśka jest złośliwa, ja jestem złośliwa. Na szczęście obie mamy do siebie ogromne zaufanie. A temat jest interesujący i coraz częściej będziemy się z nim spotykali. Komuna się skończyła, granice otwarte, internety są wszędzie, świat zrobił się mały jak pielucha.
Ciekawi mnie, czy naprawdę mamy prawo oceniać sposób wychowania dzieci przez rodziny mieszane, bądź polskie, którym z różnych względów przyszło te dzieci wychowywać poza granicami naszego pięknego kraju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz