expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

niedziela, 4 października 2015

A miało być tak pięknie...




Strasznie nie lubię tyć. Chudnąć zresztą też nie lubię. Generalnie wszelkie huśtawki tego typu po prostu mnie drażnią.
Jestem przykładem zimowej dupy z wariacjami w stylu "a przytyję sobie dyszkę w środku lata". Choć w moim wypadku zimowa dupa wygląda, jak letnia dupa wielu osób, po prostu jej nie lubię. Tej letniej też. Trzeba bowiem wspomnieć, że letnia dupa wygląda czasem, jak jej brak i czasem pojawia się w styczniu. 
Jaki jest powód tej niechęci? Lenistwo, oczywiście. Jestem strasznie leniwa. Wahania wagi +/- dziesięć kilo skutecznie rozwalają system mojej szafy. Wszystko jest fajnie, jak zwykle wyskakuję z wyra poderwana przez Dziedzica, w pośpiechu nakładam na siebie różne rzeczy wręcz na ślepo, po uprzednim "rzuceniu okiem" za okno, bez zastanowienia, pewna efektu i nagle zonk.




Spoglądam w lustro i już wiem, że znowu "to" się dzieje.
Bez względu, czy na plus, czy na minus, nie lubię "tego".


Taki dzionek jest juz spisany na straty. Wychodzę zestresowana myślą o godzinach, które stracę na kolejnej akcji reorganizacyjnej połączonej z wykopaliskami. Gdyby tylko trzeba było schować letnie i wyjąć zimowe nie byłoby tak źle. W połączeniu z patrzeniem na rozmiary, przymierzaniem itp. po prostu dostaję szału kiedy nadchodzi "to".



Kolejny nieodłączny element mojego życia w takich momentach to bezcenne miny ekspedientek w sklepach odzieżowych, przy jakiejkolwiek próbie uzupełnienia garderoby. Na pytanie o rozmiar, jakiego potrzebuję wpadam w konsternację zastanawiając się, jaki to teraz jest i starając się szybko przekalkulować czy w najbliższym czasie będę puchnąć, czy wysychać. Czasami wręcz (i wcale mnie to nie dziwi) mam wrażenie, że zaczynają mnie traktować, jak lekko szurniętą. 

Dlatego nie lubię, jak skacze mi waga.


No i dziś, właśnie dziś jest ten dzień. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam swój brzuch. A jeszcze wczoraj go tam nie było i już wiem co mnie czeka.


 Tylko ja tak mam?











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz